Sardynia


WYSPA DO PATRZENIA


Pojechaliśmy przed sezonem i to był strzał w dziesiątkę. Turystów niewielu i ceny niższe. A atrakcje takie same. Tradycyjnie skorzystaliśmy z tanich linii lotniczych Easy Jet i za niecałe 200 euro (w obie strony) po dwóch godzinach wylądowaliśmy w Olbii (północno-wschodnia część wyspy).


Po przyjeździe i odświeżeniu ruszyliśmy na zwiedzanie. Początek maja na Sardynii to taka polska późna wiosna. Wszystko kwitnie, a zapachy i soczyste kolory wszystkich roślin budzą zachwyt. Wynajętym samochodem ruszyliśmy w góry, z których widok zapiera dech w piersiach. Można się położyć na zboczu i patrzeć bez końca. Skały są wielobarwne i błyszczą się w słońcu, a błękit Morza Tyrreńskiego jest nie do opisania. Do tego dochodzi aromat tymianku, rozmarynu, mirtu i wielu innych ziół. Podczas pobytu przejechaliśmy ok. 1000 km i wszędzie gdzie byliśmy zostaliśmy zauroczeni sardyńskimi obrazkami. Bardzo mili i gościnni ludzie dopełniają całości. Choć trzeba powiedzieć, że niewielu z nich mówi po angielsku. I podobnie jak w Polsce, na pytanie np. o drogę, odpowiadają we własnym języku. Jeśli widzą, że nie rozumiemy, to spokojnie powtarzają jeszcze raz, tyle, że głośniej. 

 

Sardynia do niedawna była ostoją ciszy i spokoju. Miasta są nieduże i wyspa raczej zawsze kojarzyła się z wioskami, pasterskimi tradycjami i dziką przyrodą. Teraz to się zmienia. Pojawiły się duże inwestycje i hotele zaczęły rosnąć jak grzyby po deszczu. Na szczęście robione jest to z głową i do rzadkości należą jakieś betonowe monstra. Przyjeżdżając tu nie nastawiajmy się na zwiedzanie zabytków (w tradycyjnym rozumieniu), choć oczywiście są takie. Bardziej polecamy jeżdżenie i oglądanie widoków (samochód najlepiej wynająć na lotnisku). W górach znajdziemy tzw. Nuragi czyli sztuczne groty wróżek i kamienne konstrukcje nazywane grobami olbrzymów. Polecamy odwiedzenie nuragicznego sanktuarium Sos Nurattolos, gdzie znajdują się pozostałości po świątyniach związanych z kultem wody Ľródlanej. Dojazd jest dosyć trudny i ciężko wyminąć się z drugim samochodem, ale warto zadać sobie trochę trudu, bo stamtąd roztacza się przepiękny widok na całą Gallurę i płaskowyż Budduso.

 

Koniecznie trzeba pojechać na najdalej wysunięty na północ punkt Sardynii do Punta Falcone skąd gołym okiem widać, oddalony o kilkanaście kilometrów, brzeg Korsyki. Obok w Capo Testa zobaczymy skały w kształcie zwierząt, zamków i bajkowych postaci. Przeżycie niezapomniane. Można jeszcze długo wymieniać atrakcje widokowe wyspy, ale żeby nie zanudzić, kończymy ten wątek. Przechodzimy do jedzenia.  Kuchnia sardyńska różni się dość znacznie od tej włoskiej, kontynentalnej. Podstawą jest chleb (a nie makaron), którego jest ponad 100 gatunków. W wielu wioskach ludzie pieką go jak dawniej. Jest cieniutki i ma kształt placka. W czasie weekendów i świąt miejscowi organizują uczty pod gołym niebem. Wtedy to czuć zapach pieczonych na rożnie jagniąt i prosiaków. Do ognia wrzucane są zioła (mirt, jałowiec, rozmaryn i inne), które nadają mięsiwu niepowtarzalny smak. Sardynia to oczywiście sery. Ich zapach jest kwintesencją ziół z pastwisk, na których pasą się owce i bydło. Możemy kupić ser miękki, łagodny, a także ser twardy jak kamień. Można go zjeść wyłącznie po starciu. Wszystkie pyszne i aromatyczne. Nie należy zapominać także o serze riccota, których jest kilka odmian, a każda wyjątkowa. Raj dla smakoszy. Do serów, ryb czy makaronów podawane jest oczywiście wino. Najbardziej znanym jest czarno-fioletowe Cannonau oraz Monica. Inne świetne wina sardyńskie to Nuragus, Vermentino, Aragosta, Malvasia oraz Sorso i Sennori. 

 

Pisząc o jedzeniu nie sposób pominąć pizzy. Trzeba pamiętać, że podawana jest dopiero po 18.00. Na nas wrażenie zrobiła w wersji wegetariańskiej. Wszystkie warzywa podawane są na upieczonym placku w naturalnej, nie obrobionej postaci. I smakowała wybornie. Odwiedzając sardyńskie restauracje nie znajdziecie menu w innym języku niż włoski. I jest to nieco denerwujące, bo jedyne znane wyrazy w spisie to spaghetti, ravioli i pizza, ewentualnie aqua. Być może wynika to z pewnej odmienności Sardyńczyków, którzy chcieliby dla siebie większej autonomii. Podczas podróży można zobaczyć napisy wykonane przez graficiarzy A foras sos Italianos (Włosi, wynoście się!). Język sardyński mocno różni się od włoskiego, którego dzieci uczą się dopiero w szkole. Zachęcamy do odwiedzenia Sardynii. Jest piękna.